piątek, 5 grudnia 2014

Część 9.

Usiadłem na krześle i skryłem twarz w dłoniach. Czułem się jakby umarła jakaś część mnie. Miałem ochotę wykrzyczeć rodzicom Kamila co o nich myślę. Nienawidziłem ich. Kamil bał się ich! Nie potrafił im się sprzeciwić! On wcale nie chciał iść na medycynę! To był ich chory wymysł! Czy oni naprawdę nie zauważyli jak on się zmienił? On jest dorosły! Ma prawo decydować o sobie.
Wstałem i znowu spojrzałem przez szybę. Dlaczego ja nie mogę tam być? Przecież my się kochamy. Jesteśmy parą. Co poradzimy na to, że związki partnerskie nie są legalne? To nie znaczy, że nie mamy prawa się kochać. Jesteśmy jak milion innych par. Jesteśmy jak inni ludzie. Płacę podatki więc chciałbym mieć prawa jak inni.
Dotknąłem szyby palcami. Jego rodzice siedzieli tyłem więc nie widzieli mnie. Jednak w pewnej chwili ojciec Kamila odwrócił się. Szybko odsunąłem się, by mnie nie zobaczyli. Co ja bym im powiedział?
Postanowiłem wracać do domu. Przyjadę tu w nocy kiedy nikogo nie będzie. Przez całą drogę dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Czułem się jakbym zostawił Kamila w najgorszym momencie. Ba, ja go zostawiłem. Ale co miałem zrobić? Wejść do sali, przedstawić się jako partner ich syna, a potem usiąść przy łóżku i złapać Kamila za rękę? Żałosne.
Będąc w domu nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Włączyłem wieżę i wyszedłem na balkon. Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się. Dym wypełniający moje płuca uspokajał mnie. Niby miałem rzucić, ale czasami są w życiu takie momenty, że zwykłe 'kurwa' nie wystarczy i trzeba zapalić.
Gdy po papierosie został jedynie popiół i ustnik wróciłem do domu. Zasłoniłem wszystkie rolety i w salonie zapanowała ciemność. Położyłem się na kanapie i leżałem patrząc w sufit i słuchając muzyki. Moje myśli cały czas krążyły wokół Kamila. Chciałem go już wreszcie przytulić.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Przecież nie byłem zmęczony. Ze snu wyrwał mnie koszmar. Śniło mi się, że Kamil umarł, a ja nawet nie mogłem być na pogrzebie. Jego rodzice znienawidzili mnie po tym jak dowiedzieli się kim jestem.
Wstałem i poszedłem do łazienki. Opłukałem twarz zimną wodą co sprawiło, że trochę się przebudziłem. Spoglądając na zegarek zorientowałem się, że jest już wieczór.
- Kurwa - mruknąłem. Nie chciałem przespać całego dnia.
Wyszedłem z domu. Musiałem już jechać do szpitala. Czułem taki obowiązek. Po drodze kupiłem sobie kawę i już po kwadransie parkowałem na szpitalnym parkingu. Wszedłem do środka i od razu skierowałem się na odpowiednie piętro. Bałem się, że rodzice Kamila nadal będą przy nim. Teraz było moje 'pięć minut' z Kamilem. Spojrzałem przez szybę i uśmiechnąłem się widząc, że chłopak jest sam. Wszedłem do sali i usiadłem na krześle. Nie wiem co powinienem zrobić. Jednak widząc miłość mojego życia z ręką w gipsie i podrapaną twarzą poczułem jak ściska mnie w środku i wilgotnieją mi oczy. Delikatnie dotknąłem jego dłoni, w którą wbity był wenflon. Po chwili ująłem ją w swoje dłonie. Była taka ciepła i delikatna.
- Kocham cię, Kamil - szepnąłem ledwie dosłyszalnie. - To moja wina. Mogłem cię odebrać ze szkoły.
Splątałem swoje palce z jego. Utkwiłem wzrok w podłodze. Nie wiedziałem co powiedzieć jeszcze. Obwiniałem siebie za ten wypadek. W pewnej chwili poczułem jak Kamil lekko ściska moją rękę. Spojrzałem na niego. Obudził się.
- Kocham cię - powtórzyłem cicho.
- Wiem - wyszeptał. Ledwie go usłyszałem.
Próbował się uśmiechnąć, ale wyszedł mu raczej grymas bólu niż uśmiech. Wiedziałem, że wszystko go boli. Chciałbym mieć moc zamiany się ciałami. Zamieniłbym się z nim i to ja przecierpiałbym wszystko. Nie lubię, gdy Kamil cierpi. Nie wiedziałem co jeszcze powiedzieć więc po prostu milczeliśmy. W końcu przerwałem ciszę mówiąc:
- Byłem wcześniej, ale wiesz.... byli twoi rodzice.... nie chciałem, by się dowiedzieli.
Chłopak uśmiechnął się i chciał coś powiedzieć, ale wyprzedziłem go kładąc mu palec na ustach i szepcząc:
- Nic nie mów.
Wyciągnąłem komórkę i włączyłem 'As Long As You Love Me' Biebera. To była nasza piosenka. Mógłbym przetrwać wszystko jeśli Kamil byłby przy mnie. Ściszyłem tak, by nikt nie usłyszał i położyłem telefon na szafce. Słuchając obserwowałem chłopaka. W pewnej chwili zauważyłem, że spłynęła mu łza.
- Eeej! - szepnąłem ocierając ją.
Przytuliłem się do niego. Jednak musiałem być bardzo ostrożny, bo nie wiedziałem dokładnie co jest Kamilowi, a każdy dotyk sprawiał mu ból. Mimo iż często bywało tak, że nie spotykaliśmy się przez kilka dni to teraz brakowało mi jego ciepła, zapachu. Jego obecności.
W szpitalu spędziłem całą noc. Kawa sprawiła, że nie czułem zmęczenia. Patrzyłem na śpiącego Kamila i dziękowałem Bogu, że go mam. Nie doceniałem tego aż tak bardzo. Ale jak to ktoś kiedyś powiedział: "Doceniaj to co masz zanim czas sprawi, że będziesz musiał doceniać to co miałeś". Ostatnie godziny nauczyły mnie doceniania. Podczas porannego obchodu lekarz zaczął wypytywać czy jestem kimś z rodziny. Wiedziałem, że mówiąc prawdę mogę mieć problemy więc powiedziałem, że jestem kuzynem. Gdy znów zostaliśmy sami Kamil powiedział:
- Wracaj do domu.
- Chciałbym zostać z tobą.
- Jedź.
- Nie. I nic więcej nie mów. Powinieneś odpoczywać.
Uśmiechnął się. W pewnej chwili drzwi znowu się otworzyły. Odwróciłem się i zauważyłem rodziców Kamila. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka i napis 'problemy!'.
- Fuck! - mruknąłem patrząc na chłopaka. - Okey, ja spadam - powiedziałem głośniej wstając. - Do widzenia - dodałem patrząc na 'moich teściów'.
Wychodząc z sali czułem nerwy. Dopiero na zewnątrz szpitala trochę się uspokoiłem. Wróciłem do domu i od razu rzuciłem się na łóżko w sypialni. Czułem totalne zmęczenie.
Teraz każdą noc spędzałem w szpitalu. Powiedziałem Tomkowi, że nie będzie mnie przez najbliższy tydzień w salonie i ma sam wszystko ogarnąć. Nauczyłem się, że szpital muszę opuszczać przed dziesiątą, bo wtedy przyjeżdżają rodzice Kamila. Jakoś udawało mi się nie spotkać ich. Jednak w środę zagadałem się z chłopakiem, który już wracał do zdrowia i nie wróciłem do domu o odpowiedniej porze. Moje tętno przyspieszyło dwukrotnie, gdy drzwi do sali się otworzyły i zobaczyłem rodziców Kamila. Szybko się pożegnałem i wróciłem do domu. Oni mnie przerażają. Ale w sumie to nawet nie wiem dlaczego. Leżąc w łóżku usłyszałem nadejście SMSa. Odblokowałem klawiaturę i odczytałem:


Powiedziałem im.


------
Pamiętacie zasadę, nie? Czytasz = komentujesz. Komentujesz = motywujesz. Motywujesz = szybciej wstawiam notkę ;)

10 komentarzy:

  1. Osobiście ciężko jest mi tolerować homoseksualistów.. Nie mam pojęcia dlaczego.. Dlatego wolę nie wypowiadać się na ich temat, bo uznałam, że tak będzie lepiej. Jednakże to nie zmienia mojego nastawienia do tego opowiadania.. Jest ono świetne. A teraz takie pytanko.. Bałaś się, kiedyś, że jak napiszesz opowiadanie o osobie innej orientacji to będą hejty? A może to 'bywało lepiej' jest właśnie przez to? Przez nietolerancję, która panuje w Polsce? Ja oczywiście daję ocenę 'dawaj dalej!' oraz 'zajebiste' :3 Po ostatnim moim durnym komentarzu, który miał być motywacją, zraziłam się do komentowania. Ale próbuję znowu, tym razem chyba nie napisałam głupoty? Mam nadzieję, że nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejty? Mój przyszły mąż powiedział kiedyś, że jesteś sławny wtedy, gdy Cię hejtują. I to jest prawda. Na złe opinie już się uodporniłam - kilka lat w blogosferze zrobiło swoje ;) Zresztą jeśli ktoś nie je mięsa to dlaczego mamy go hejtować? Niech żyje jak chce. Tak samo jest z homoseksualistami. Dla mnie idiotyczne jest tłumaczenie, że nieheteroseksualne osoby nie mogą mieć praw. Kurde, jak jestem na diecie to mają pozamykać wszystkie cukiernie? Serio? Logika Polaków mnie rozwala :3
      Uwielbiam kontrowersję i tak powstało to opowiadanie. Najważniejsze, że geje (tak, sami geje byli pierwszymi recenzentami!) byli zachwyceni. O to mi właśnie chodziło.

      Odpowiadanie na hejty to moja pasja więc zapraszam homofobów! <3

      Usuń
  2. O mamo przegapilam jeden rozdzial! D: (przepraszam za brak polskich znakow, ale leze w dosc dziwnej pozycji i ciezko wciskac alt xD)
    Rety, sie porobilo! I w takim momencie skonczyc! To strasznie fajne, ze dalas perspektywe Maxa. I ciekawe co rodzice Kamila powiedza. Mocno czekam na nowy, pozdrawiam i zostawiam mnostwo weny ;3.

    OdpowiedzUsuń
  3. O Boże, czekam na kolejną część ^^. Ciekawe co zrobią rodzice Kamila? Może wyrzucą go z domu? Albo się wkurzą ale to zaakceptują? Nie wiem XD No to czekamy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może wyślą do jakiejś bardzo dalekiej szkoły z internatem?

      Usuń
  4. Świetne, najlepsiejsze, i nie znam więcej przymiotników, w każdym razie po polsku. A właściwie, skoro umiesz angielski: It's wonderful, beautiful, amazing, excellent and definitely the best!

    OdpowiedzUsuń